Życie jako podróż w rytmie slow. Rozmowa z Beatą Garnacarską

utworzone przez

Witaj, Beato, dzięki, że zgodziłaś się na rozmowę. Twoje życie nieodłącznie związane jest z podróżami – własnymi i cudzymi, bo jesteś przewodniczką, na dodatek, jak sama mówisz, nietypową. Tym bardziej chętnie zobaczę Sardynię Twoimi oczami, ale zacznijmy od początku.

Jak długo mieszkasz na Sardynii i jak tu trafiłaś?

Czasami żartuję, że od zawsze byłam Sardynką, bo to tutaj czuję się jak w domu. Pierwszy raz przyjechałam tutaj w 2007 r. i straciłam serce dla tej magicznej wyspy. Po każdym powrocie do Toskanii czułam niedosyt i tęskniłam. Pomimo że spędziłam ponad 12 lat w pięknej Florencji, nie potrafiłam się tam odnaleźć – może dlatego, że to miasto, a ja wyrosłam wśród zielonych wzgórz Podkarpacia, może przez tłumy turystów, a ja kocham przestrzeń, śpiew ptaków za oknem, szum wiatru… Uwielbiam czuć pod stopami ziemię, a nie cement.

Decyzja o przeprowadzce na wyspę dojrzewała powoli. Kończyliśmy studia, pracowaliśmy w turystyce, a w wolnym czasie robiliśmy kurs na przewodników po wyspie. I tak w 2012 r. zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę, a właściwie na powrót do domu, bo Claudio, mój mąż, pochodzi z Siniscolii.

Tymczasem wiele osób Sardynię opuszcza.

Tak, większość młodych ludzi wyjeżdża, aby rozwijać skrzydła i spełniać marzenia. Włochy, a tym bardziej Sardynia, to nie kraj „zarobkowy”, to kraj romantyczny, sztuki, zabytków, dobrego jedzenia – a jak wiemy z historii i życia, u romantyków zwykle puste kieszenie i wiatr w oczy. 🙂 My podobnie, pomimo że większość znajomych stukała się w czoło, idziemy pod wiatr, realizując nasze marzenia.

Opowiesz więcej o tych marzeniach?

Zajmuję się w życiu tym, co kocham, czyli podróżuję, odkrywam krok po kroku naszą wyspę i uwielbiam wyszukiwać to, co najlepszego i najbardziej autentycznego ma do zaoferowania.

Oprócz turystyki sprowadziła nas tutaj sa pompia, czyli wyjątkowy cytrus, z którego przygotowuje się tradycyjny deser z Siniscolii. Rodzina mojego męża jest głównym motorem promocyjnym tego unikatu, a my ich w tym wspieramy.

Beata i Claudio

Wspominałaś o kursie na przewodnika. Czy tym zajmujesz się do dziś?

Tak, ale nie tylko. Jestem licencjonowanym przewodnikiem „chodnikowym”, jak mi kiedyś ktoś powiedział, i górskim – ale nie takim klasycznym, raczej slow przewodnikiem, czyli bardziej kumplem w podróży. Oprowadzam głównie małe grupy. Ciągle szukam nowych tras, produktów, ludzi. To turystyka powolna, zrównoważona i odpowiedzialna. Wspieramy lokalnych producentów, promujemy tradycyjne produkty, szukamy tras poza „głównym szlakiem”, z troską o środowisko. Unikamy miejsc, gdzie wszystko jest już ustawione pod masową turystykę.

Poza tym układam programy zwiedzania dla osób, które nie mają na to czasu lub po prostu chcą oddać się w ręce eksperta.

Od tego roku jestem także technikiem promocji i projektowania szlaków enokulinarnych. To mój konik. Od lat dzięki sa pompia jesteśmy w temacie, należymy do organizacji slow food, tworzymy warsztaty kulinarne.

A prywatnie zajmuję się permakulturą, moim biogródkiem, zbieram zioła, jadalne trawska, lepię w glinie i wędruję wzdłuż i wszerz wyspy.

A jakie dalsze plany?

Cały czas w tym kierunku, który obraliśmy wspólnie z Claudio dawno temu, czyli praca w enokulinarnej turystyce, przy czym nie zawsze jako przewodnik czy travel designer, ale też jako… właśnie pracujemy nad kolejnym projektem, ale na razie nic nie mogę zdradzić. Trzymajcie kciuki, to może niedługo będziemy mogli powiedzieć coś więcej. 😉

Dobrze, to nie dopytuję, choć zaciekawiłaś mnie. Wiemy już, że specjalizujesz się w wyszukiwaniu perełek. Zdradzisz, jakie jest Twoje ulubione miejsce na wyspie?

Nie ma jednego miejsca, Sardynia, jak to kiedyś powiedział Marcello Serra, jest kontynentem. Jest bardzo różnorodna, we wszystkich wymiarach, począwszy od geologii, tradycji, języka, kuchni, a skończywszy na ludziach. Ja zawsze mówię, że nie ma jednej Sardynii. Z tego też względu nie mam jednego ulubionego miejsca, jest ich wiele. I są to zwykle miejsca związane z ludźmi tam poznanymi. Mogłabym powiedzieć, że kocham szczyt Punta Cupeti o zachodzie słońca – niesamowite widoki, cisza i kolory. Ale to historie, ludzie, którzy niegdyś tam przebywali ze swoimi stadami, sprawiają, że jest to miejsce wyjątkowe. Powiedzieć, że lubi się tylko dane miejsce to za mało, bo to jak pusta ramka – okej, jest piękna, ale pusta. Te miejsca nabierają innego wymiaru i znaczenia wraz z poznanymi tam ludźmi. Stąd też tych miejsc jest tyle, ile ludzi poznałam na drodze.

Wycieczka po owczy ser

Co najbardziej cenisz w Sardyńczykach?

To, że mają inne priorytety. Czas się tu zatrzymał, żyje się inaczej, powoli. Uwielbiam ich wyluzowane podejście do życia, pogodę ducha, serdeczność, chęć dzielenia się, pogawędki, wspólne biesiadowanie…

Jacy, Twoim zdaniem, są Sardyńczycy?

Sardyńczycy są szczęśliwi, nawet jeśli nie mają za wiele. Może nie są przedsiębiorczy, zwykle są nieufni, ale mimo to są serdeczni, uśmiechnięci, zawsze zamienią z Tobą słowo. Są dumni z ich kultury, tradycji, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Oczywiście mają też wady, jak każdy, ale te dziś przemilczmy. 🙂

Często spotykam się z opiniami turystów, że są niezaradni, że mogliby być bogaci, ale może oni tak wolą, mają inne priorytety. I to kocham tutaj.

A jest coś, co byś zmieniła?

Przyzwyczaiłam się już do wszystkiego. Jedyne, co utrudnia życie, to włoska biurokracja, polityka, która często podcina skrzydła małym przedsiębiorcom, młodym ludziom, którzy muszą emigrować w poszukiwaniu pracy. Ale jeśli chodzi o samą Sardynię – nic bym nie zmieniła.

Może coś chciałabyś przenieść z Polski na Sardynię?

Każde miejsce ma swój urok. To, co polskie, niech zostanie w Polsce, bo tam jego miejsce. Jedynie rodzinę chciałabym mieć bliżej. Mam to szczęście, że mam kilka sióstr i brata i trzymamy się razem. Brakuje mi ich. Lata szybko uciekają, starzejemy się. Tracę piękne momenty, ale coś za coś. Wybrałam życie z dala, ale na szczęście nie aż tak daleko. Jak to mówią, tam dom twój, gdzie serce twoje – a moje jest na Sardynii… No, troszkę zostawiałam w polskim domu.

A co Twoim zdaniem Sardyńczyk powinien zobaczyć w Polsce?

Prawdziwe polskie wesele! Po naszym, które odbyło się w Polsce, znajomi mówili, że było to najlepsze wesele w ich życiu.

A tak na poważnie: coś więcej niż tylko Kraków, Wieliczkę i Auschwitz. Powinni poznać nasze tradycje,  ludzi, powłóczyć się po górach… Obalić stereotypy i mity, które królują poza granicami naszego kraju.

My zresztą organizujemy również wycieczki do Polski – i tak jak tu: dużo jest „klasyków”, ale wplatam też mniej znane miejsca. Pierwszy wyjazd był chyba jednym z najbardziej emocjonalnych. Zorganizowaliśmy w moim domu warsztaty lepienia pierogów z moją mamą. Do dziś, kiedy spotykam te osoby na ulicy, pytają o moją rodzinę i przekazują pozdrowienia. Więc co im pokazywać? To, co prawdziwe, mniej turystyczne, wspólnie spędzić czas, biesiadować i uczyć się od siebie wzajemnie.

To może jeszcze na koniec jedna rada dla turysty z Polski, który pierwszy raz jest na Sardynii to:

Zatrzymać się w jednym miejscu na dłużej zamiast pokonywać tysiące kilometrów, bo wiele rzeczy Ci umknie. Rzadko kupuję przewodniki, bo z nimi właśnie zaliczam punkty, „tam byłam, tam muszę jeszcze pojechać”. Wolę dreszczyk emocji poszukiwania nowych miejsc, o których opowiedział mi staruszek z baru czy mieszkaniec. Więc moja rada: nie odhaczać, tylko poznawać.

W dobie tanich lotów zatraciliśmy prawdziwy sens podróży jako nie tylko oglądania nowych miejsc i poznawania ludzi, ale też odkrywania siebie, uczenia się od innych. Życzę podróżnikom więcej takich głębokich przeżyć. Pamiątek, na które nie będą potrzebne walizki, a duże serducho. Podróż to powinna być przygoda.

Myślę, że to doskonałe podsumowanie. Dziękuję za tę rozmowę. Powiedz jeszcze tylko, gdzie zainteresowani mogą znaleźć Wasze usługi i produkty.

Nasze wycieczki znajdziecie na stronie www.sardiniaslowexperience.com, w wersji polskiej: www.sardiniaslowholidays.com. Oraz na Facebooku (Sardynia Slow Holidays, Sa Pompìa) i Instagramie tych projektów.

Nasze produkty z sa pompia i chleb carasau można zakupić on line (www.panecarasau.org), w stacjonarnym sklepie w Siniscolii przy ulicy via Conteddu, 63 oraz w ramach konsorcjum Smaki Sardynii.

Może chcesz się dowiedzieć więcej?

Kawałek Ligurii na Sardynii

Kawałek Ligurii na Sardynii

Rozmowa z mieszkającą w Carloforte Agnieszką Misiewicz o języku, kulturze i historii tego niezwykłego miasteczka w południowo-zachodniej Sardynii....

czytaj dalej
Non solo Lech – Poznań

Non solo Lech – Poznań

Molte persone in Sardegna pensano soprattutto all’associazione sportiva Lech Poznań, ma da quando sono stati introdotti i voli diretti da Cagliari,...

czytaj dalej
Nie tylko Lech – Poznań

Nie tylko Lech – Poznań

Poznań wielu mieszkańcom Sardynii kojarzy się głównie z klubem sportowym Lech Poznań, ale odkąd uruchomiono bezpośrednie loty z Cagliari, coraz...

czytaj dalej