Sardynia: naturalny raj na ziemi

utworzone przez

Zapraszamy na pasjonującą, pachnącą winem i lokalnymi przysmakami rozmowę z Gosią Łastowską, przewodniczką po Sardynii i Korsyce, współwłaścicielką Alghero Tours i Alghero Service. Opowiada nam o tajnikach swojej pracy, o miłości do Sardynii, zdradza, czego nie można przegapić w podróży po tej niezwykłej wyspie.

Gosiu, jak długo mieszkasz na Sardynii i co skłoniło Cię do przeprowadzki na tę wyspę?

Po raz pierwszy przyjechałam na Sardynię w 2006 roku. Przyjechałam na wakacje z poznanym przeze mnie w Irlandii chłopakiem, który pochodził właśnie z tej wyspy i za którego w przyszłości miałam wyjść za mąż. Przyjazd na wakacje wzbudził we mnie bardzo pozytywne emocje, które przeżywają chyba wszyscy odwiedzający wyspę po praz pierwszy: ciepło, niesamowite kolory wody, plaża, zachody słońca, przepyszne jedzenie… Nie mogłam się tymi wrażeniami nasycić i zrozumiałam tęsknotę mojego chłopaka za domem. Jak można nie tęsknić za rajem?

Postanowiliśmy zatem wrócić jeszcze na pewien czas do Irlandii, zarobić, zaoszczędzić, nauczyć się języka i wykorzystać wszystkie szanse, które niosła ze sobą emigracja, ale w myślach już podjęliśmy decyzję o przeprowadzce na Sardynię. Zrobiłam to w 2008 roku, już po zakończeniu studiów i zamknięciu wszystkich istotnych spraw w Polsce.

Jakie są Twoje ulubione miejsca na Sardynii?

Sardynia to mikrokontynent, a to, co mnie się najbardziej w niej podoba, to miejsca nieodkryte! Ciągle jest coś nowego do zobaczenia, każda wioska ma własną specyfikę, zwyczaje, własny mikroklimat.

Istnieje tu niezliczona ilość szlaków górskich, trudnych i wymagających, ale zawsze prowadzących do jakiegoś pięknego punktu kulminacyjnego: szczytu widokowego, dzikiej plaży, wodospadu, stanowiska archeologicznego. A wszystkie te miejsca można odkrywać na nowo w różnych porach roku lub z innej perspektywy np. wspinając się, pływając łódką, chodząc szlakami.

Ale nie mogę nie docenić też Alghero. Mam sentyment do tego miejsca za to, jak mnie przyjęło, za stare miasto, za zachody słońca, za przepyszną kuchnię. Natomiast widokowo uwielbiam region Ogliastry, za piękne szlaki górskie i niesamowite, trudno dostępne plaże.

W 2022 roku brałam udział w wyprawie szlakiem Selviaggio Blu i było to jedno z najmocniejszych przeżyć związanych z naturą sardyńską. Szlak liczył 6 dni bardzo trudnego marszu, spanie pod chmurką oraz bardzo ciężki plecak, w którym było wszystko, co niezbędne do przetrwania na kolejne 3 dni. Na szlaku nie ma wody, nie ma zasięgu, nie ma toalety, prysznica. Liczy się każda kropla wody, każde 50 gramów ciężaru więcej na plecach. Natomiast przebywanie na łonie natury, marsz, schodzenie z linami i ogromny wysiłek fizyczny dały ogromną satysfakcję.

A możliwość wyobrażenia sobie życia sardyńskich pasterzy czy ludzi, którzy w przeszłości nosili węgiel drzewny sprawiła, że przewartościowałam to, co jest dla mnie ważne. Na pewno jedną z tych rzeczy jest przebywanie na łonie sardyńskiej natury, łączenie się z nią oraz oczywiście jej ochrona. Bo sardyńska natura jest bardzo hojna. Jest silna. Nie da się jej oprzeć. Wpływa nawet na najbardziej odpornych ludzi.

Sardyńska natura daje nam także spektakularne plaże. Zdradzisz nam, która jest Twoją ulubioną?

Uwielbiam Cala Mariolu. Nazywam ją naturalnym SPA. Przypłynęłam kiedyś na nią w gorący, ale wietrzny dzień. Oczywiście kolory wody, które kontrastowały z górami wapiennymi były obłędne. Ale dopiero kiedy położyłam się na gorących, białych wygładzonych kamieniach, a przynoszące odświeżenie chłodne fale morskie delikatnie poruszały moim ciałem, masując tymi kamieniami moją skórę, doznałam czegoś, czego nie spotkałam na innych plażach. Naturalny raj na ziemi.

Jakie atrakcje turystyczne i unikalne miejsca na Sardynii poleciłabyś turystom?

Unikalna jest cała Sardynia. Jako przewodniczka, mogłabym zaproponować ich naprawdę wiele. Wszystko zależy od tego, na którym lotnisku dana osoba ląduje, na ile dni przylatuje oraz z jaką temperaturą będzie miała do czynienia.

Warto poznać choćby katalońskie Alghero – jedyne miasteczko we Włoszech gdzie nadal zachował się mówiony język kataloński, tradycje i architektura. Zresztą Alghero jest nazywane muzeum na otwartym powietrzu i gdziekolwiek nie pójdziemy, każdy budynek, każdy plac, ma jakąś historię do opowiedzenia.

Druga główna atrakcja Sardynii, nadal niedoceniona, to stanowiska archeologiczne. Przyjechać na Sardynię i nie zobaczyć grobowca czy wioski nuragijskiej to tak, jakby pojechać do Egiptu nie zobaczyć piramid. Aktualnie stworzyliśmy naprawdę piękną i ciekawą wycieczkę w okolice centrum Sardynii, gdzie odwiedzamy najpiękniejszy grobowiec – datowany na 3500 lat p.n.e, najlepiej zachowany nurag w tej części Sardynii oraz miejsce związane z kultem wody.  Do tego obiad w agroturystyce, gdzie gościnni gospodarze gotują prosto, biologicznie i zdrowo.

Naprawdę historyczny skok na głęboką wodę. Ale to jest coś, co po prostu trzeba zobaczyć, trzeba to poczuć. Natomiast w okresie letnim polecam wszystko to, co jest związane z morzem: rejsy od Parku Porto Conte po Asinarę, Korsyke. Nie tylko ze względu na piękne pejzaże i kolory wody, ale również na ogrom historii, ciekawostek i różnic kulturowych. Asinara była kolonią karną i więzieniem dla najbardziej niebezpiecznych mafiosów włoskich.

Jakie są różnice kulturowe między Sardynią a innymi regionami Włoch?

Och, wszyscy wyspiarze są wyjątkowi. Są tradycjonalistami, są odporni na zmiany, ich świat to wyspa. Ale Sardyńczycy naprawdę kochają swój sposób życia. Są dumni z rytmu slow, są dumni ze spuścizny kulturowej, historii, młodzież nadal chętnie bierze udział w pochodach folklorystycznych. Sardyńczycy są bardziej związani z własną wioską niż z Rzymem, sprawy europejskie są często dla nich niezrozumiałe. Często konflikty są rozwiązywane raczej na zasadzie praw zwyczajowych niż obowiązującego powszechnie prawa włoskiego. Są na pewno mocno złączeni z naturą oraz porami roku, sezonowością. Wyjazd Sardyńczyka do Mediolanu czy Rzymu kojarzy się  ze smogiem, hałasem, chaosem i mimo, że są świadomi większych możliwości rozwoju oraz zarobku, jakie dałaby im przeprowadzka na kontynent, raczej wolą tego unikać. A jeśli już wyjadą, to tęsknią i po kilku latach wracają na wyspę.

Gosia z mężem Antonio

Co najbardziej Ci się podoba w Sardynii?

To, że mam długa listę miejsc do odkrycia i nie muszę się z tym spieszyć. Mam na to całe życie i zostawiam sobie fajne kąski na później.

A co się nie podoba?

Zdecydowanie biurokracja i administracja. Brak połączeń lotniczych zimą, przez co sezon turystyczny jest zbyt krótki. Komunikacja publiczna, która działa tylko w sezonie, zła infrastruktura, dziurawe drogi i brak ścieżek rowerowych.

Jakie są inne najważniejsze wyzwania lub problemy, z którymi spotykają się mieszkańcy Sardynii?

Zdecydowanie największym problemem wyspy jest jej izolacja. Nadal nie stworzono stałej, całorocznej sieci połączeń z kontynentem. Przez co turystyka, która jest bardzo ważną gałęzią lokalnej ekonomii, podlega decyzjom linii lotniczych oraz polityków. Ale brak połączeń transportowych to również problem dostępu do edukacji, zdrowia czy rozrywki. Lokalna drużyna sportowa ponosi podwójne koszty, aby móc pojechać na turniej na kontynent. Specjalistyczne ośrodki zdrowia znajdują się na kontynencie. Również ośrodki naukowo-badawcze znajdują się właśnie tam. Mieszkańcy Sardynii nie mogą po prostu wsiąść w auto i pojechać tam, gdzie chcą.  A nie wszystko można zrobić online.

Jak ten styl życia kształtuje Sardyńczyków? Jacy są w porównaniu z Polakami?

Może pytanie powinno brzmieć inaczej: czego Polacy mogliby się  nauczyć od Sardyńczyków oraz Sardyńczycy od Polaków? Sardyńczycy są dużo bardziej zrelaksowani, uśmiechnięci, chętnie się witają, patrzą sobie szczerze w oczy, oceniają się nawzajem z dużą dozą cierpliwości, są mniej surowi, potrafią sobie nawzajem wiele wybaczyć: spóźnianie się, brak dress codu. Zawsze znajdą też czas pogaduchy w czasie pracy czy kawę (choć warto pamiętać, że kawa we Włoszech to szybkie espresso, nie siedzenie w kawiarni 60 minut). A to wszystko dlatego, że życie tu opiera się na relacjach (nie mylić ze znajomościami). Natomiast Polacy na pewno są o wiele lepiej zorganizowani, zdyscyplinowani, przygotowani. Fajnie by było, jakby cechy polskie zostały przejęte przez Sardyńczyków w sytuacjach pracy, a cechy sardyńskie przejęte przez Polaków w relacjach osobistych. 

A czy jest jeszcze coś, co chciałabyś przenieść do Polski z Sardynii?

Nie. Jestem zdecydowaną przeciwniczką przenoszenia tradycji, potraw, produktów. To jest trochę tak, jak z winem. Smakuje najlepiej to wyprodukowane i wypite lokalnie. Ile razy wiozłam sardyńskie, pyszne wino w prezencie do Polski, otwieraliśmy i w Polsce sama czułam rozczarowanie. W innym miejscu, w innej temperaturze, w innych warunkach ono po prostu nie pasuje. Pierogi najlepiej smakują w Polsce, a makaron we Włoszech. I niech tak zostanie. W przeciwnym razie stracimy powody do podróżowania. 

Skoro mówimy o podróżowaniu – co byś poleciła Sardyńczykom, żeby zobaczyli w Polsce?

To, czego nie mają, czyli góry, śnieg, domy z drewnianych bali, muzea i miejsca związane z historią II wojny światowej. Niech zobaczą, jak wyglądają centra uniwersyteckie, jak żyje tam młodzież, jak wyglądają zadbane parki i skwery w Polsce.

Jest coś, czego brakuje Ci z Polski?

Właściwie to już nie. Miałam z tego powodu przez jakiś czas wyrzuty sumienia. Czułam, że jestem niedoskonałą patriotką. Ale potem zrozumiałam, że moi dziadkowie, którzy zostali przesiedleni z tzw. Kresów nad Odrę, na tereny i do domów po Niemcach, sami przez długi okres bali się związać z tą ziemią. Bali się, że kolejny raz to, co mają, zostanie im odebrane. Więc właściwie chyba nie starali się zbudować w swoich dzieciach, a potem w nas – wnukach, tego przywiązania do ziemi. Więc owszem, czuje się przywiązana do tradycji, do historii, ale nie do ziemi. I według mnie najpiękniejszą rzecz, której nie potrafię sobie zastąpić niczym za granicą, są tradycje bożonarodzeniowe. Ten uroczysty sposób obchodzenia Świąt, piękne kolędy, trudne do przygotowania potrawy.

A są jakieś typowe potrawy sardyńskie, które szczególnie lubisz?

Pytanie powinno być zadane na odwrót, łatwiej będzie powiedzieć, których nie lubię! Opowiem więc może, za co lubię kuchnię sardyńską. Otóż, kuchnia włoska jest bardzo prosta, z 3-5 składników można wyczarować coś pysznego. Natomiast na Sardynii te składniki są nadal świeże, lokalne, sezonowe. Mają mocny, naturalny smak, którego lepiej niczym nie przykrywać. Właśnie te elementy wystarczają do zrobienia czegoś magicznego. Na przykład rybę wystarczy posolić i wsadzić do piekarnika. Makaron polać lokalną oliwą z oliwek i posypać startym serem. Oczywiście, lokalny ser owczy pecorino to niebo dla podniebienia. No i wino, w którym czuć słońce oraz wiatr, niosący sól z morza.

Kawa w plenerze

Aż ślinka cieknie! Których lokalnych produktów szczególnie warto spróbować na Sardynii?

Najlepsze są te sezonowe. Warto pójść na rynek i spróbować właśnie tego, co aktualnie rośnie, lub co jest dostępne. Jesienią i zimą można skosztować świeżo tłoczonej oliwy z oliwek, karczochów, cytrusów. Bardzo dobre są produkty z mąki z lokalnego, starego gatunku pszenicy, gorzkawy miód z kwiatów corbezzolo – drzewa poziomkowego (zwanego też truskawkowym), sery i szynki, słynny prosiaczek z wolnego chowu lub jagnięcina, wszelkiego rodzaju ryby i owoce morza. A latem – figi, melony, arbuzy, winogrona. No i oczywiście wino.

Opowiesz o swoich osobistych doświadczeniach związanych z życiem na Sardynii i z codziennymi kontaktami z jej mieszkańcami?

Bardzo uderzyła mnie solidarność Sardyńczyków. Te ich niepisane tradycje. Na przykład jeśli pasterz straci w ogniu swoje stado podczas słynnych letnich pożarów, inni pasterze, z którymi dotąd nie miał najlepszych stosunków, oddają mu po 1-2 owce, aby odbudował swoje stado. Nikt się o nic nie pyta, nie ocenia. Po prostu taki jest zwyczaj.

Ale są również dumni i strzegą swojego honoru, nie lubią kiedy narzuca się im kontynentalny styl życia lub ocenia negatywnie. Kiedy się im podpadnie potrafią podpalić auto lub przebić opony.

Historycznie sprzeciwili się stworzeniu bazy wojskowej w Prato Sardo, porywali inwestorów oraz przyjezdnych dla okupu. Dla nich Sardynia to jest dom, a ten, kto tutaj przyjeżdża, jest gościem. Z Sardyńczykami można się wzruszyć, można z nimi wspólnie płakać, biesiadować, chętnie pomagają i otworzą Wam drzwi własnego domu. Ale jako przestrogę warto pamiętać, że to oni historycznie czują się panami tej ziemi, także dlatego, że przez długi czas czuli się na niej wyzyskiwani. Więc potrzeba również dużo czasu, aby naprawdę przyjęli cię do swojej wspólnoty.

No właśnie, przyjezdni. Jak zmienia się życie na wyspie w zależności od sezonu turystycznego?

Moja osobista teoria jest taka. Od kwietnia do czerwca wszyscy są szczęśliwi: zarówno Sardyńczycy jak i przyjezdni. Potem następuje upał i napływ turystów, korki, niecierpliwość gości, pretensje, że nie są właściwie obsłużeni. Do około połowy sierpnia Sardyńczycy są cierpliwi, po czym kelnerki zaczynają rzucać talerzami, kucharze wygrażają nożami, kierowcy szaleją na drogach, na plażach jest wojna o miejsce na parasol. Najsilniejsi psychicznie wytrwają do końca października, a w listopadzie pójdą w letarg.

Reszta się wcześniej podda i będzie czekać na święty spokój. Oczywiście specjalnie koloryzuję warunki życia sezonowego, możemy trochę się pośmiać, ale faktycznie jest takie natężenie ruchu turystycznego, a więc i napięcia, w okolicach sierpnia. Nie ma czemu się dziwić. Rok temu temperatury w lipcu dochodziły do 47 stopni. Było to tylko kilka dni, ale pracownicy sezonowi pracują często bez dnia wolnego, robią naprawdę dużo godzin w upale i mimo starań spotykają się czasem z niezadowolonym klientem.

Warto to zapamiętać i podróżując w szczycie sezonu zachować spokój i empatię! Czy masz jeszcze jakieś rady, które chciałbyś przekazać turystom lub przyszłym mieszkańcom Sardynii?

Jeśli wybieracie się na Sardynię po raz pierwszy, nie zjeżdżajcie dookoła wyspy, żeby zobaczyć jak najwięcej. Podzielcie sobie Sardynię na 4 wyprawy, nie róbcie kilometrów, ale odkrywajcie okolice, bo jest mnóstwo do zwiedzenia. Jedzcie, pijcie i módlcie się (jak w tytule znanego filmu), albo medytujcie, albo po prostu pijcie wasze cappuccino, nawet po południu, i obserwujcie, co się dzieje dookoła. Nie biegajcie, nie „zaliczajcie” atrakcji. Cieszcie się sardyńskim klimatem.

Wszystkim naszym gościom chciałabym przekazać też, że na Sardynii działa sieć legalnych i biorących odpowiedzialność za swoją pracę polskich firm. Te firmy mają polska obsługę, ale korzystają w ogromnym stopniu z sardyńskich współpracowników. Warto z nich skorzystać. Obojętnie, czy przyjeżdżają Państwo na weekend, czy szukają Państwo inwestycji. Korzystajcie ze sprawdzonych portali, sprawdźcie, czy z drugiej strony osoba odpowiada, jaką ma wizytówkę na portalach społecznościowych czy stronie internetowej, jakie ma opinie.

Mowię o tym nie tyle w temacie samej Sardynii, ale ogólnie Włoch i wakacji. Zauważyłam ogromną ilość ogłoszeń osób, które owszem, mogą coś polecić, coś pomóc, ale nie są to osoby, które ewentualnie wezmą odpowiedzialność za niewykonaną usługę. Zdarzały się sytuacje, w których ktoś przyjeżdżał, a okazywało się, że na miejscu nie miał zakwaterowania, nie miał auta, dostał nieodpowiednią poradę prawną. Niestety, kiedy coś takiego się wydarzy, podburza to zaufanie do wszystkich nas, działających legalnie i odpowiedzialnie.

Selvaggio Blu

Jaka pora roku jest najlepsza do odwiedzenia Sardynii?

Właściwie nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Wiosna jest piękna, pachnąca, kwiecista i naprawdę tania. Do tego odczuwa się energię i gościnność związaną z rozpoczęciem sezonu. Ale woda może być jeszcze chłodna. Podobnie wieczory. Choć pierwsza kąpiel w połowie kwietnia jest już jak najbardziej wskazana.

Lato – wiadomo, ciepło, piękne kolory morza, oleandry, ciepła woda i ciepłe noce. Ale i tłumy turystów. Choć i z tym bym polemizowała, bo w 2023 roku sierpień był bardzo spokojny i wszyscy tym faktem byli zaskoczeni. Miesiące jesienne są bardzo miłe, morze nadal jest ciepłe, choć upały nie są tak dokuczliwe. Niestety czuje się zmęczenie sezonem. Nie każdy dotrwa do końca w swojej uprzejmości.

Jakie są najważniejsze aspekty kultury i tradycji Sardynii, które warto poznać podczas wizyty na tej wyspie?

Sardynia to terytorium i historia. Wszystko właściwie łączy się w tych dwóch aspektach dotyczących wyspy. Najpiękniejsze tradycje łączą się właśnie z naturą i porami roku. Warto na przykład odwiedzić Sardynię zimą – podczas karnawału. Te najstarsze tradycje łącza się właśnie z rytuałami, które mają obudzić ziemię i naturę na wiosnę, odgonić złe czary. Piękne są również festyny z pochodami w regionalnych kostiumach, tradycyjna muzyka, śpiewy chóralne. W Alghero bardzo ważne są obchody Wielkiego Tygodnia. Warto również przyjrzeć się rzemieślnictwu, pasterstwu, lokalnej sztuce murali.

Czy istnieją jakieś miejsca na Sardynii, które są znane tylko lokalnie, a mało znane turystom?

Oczywiście! I jestem zdania, że lepiej aby tak pozostało. Niestety, człowiek dla zdjęcia na Instagram jest w stanie po prostu zadeptać naturę.

Kilka lat temu wydarzyła się taka sytuacja – zostało opublikowane zdjęcie przepięknego źródła górskiego. Tydzień później, ktoś na Facebooku zaproponował trekking do tego źródła i zgłosiło się… 300 osób! Oczywiście, dla tak małego, wyjątkowego miejsca przybycie 300 osób jest znaczące. Te 300 osób fotografuje i publikuje, i łańcuch odwiedzających się zwiększa. Na szczęście burmistrz tej miejscowości zdecydował, że będą kontrole oraz będzie limitowane wejście.

Bądźmy szczerzy, natura to nie tylko ładny widok, który pięknie się publikuje na social media. To również delikatny ekosystem, w którym zwierzęta mają swój okres rozmnażania, który łatwo zakłócić brzęczeniem dronów, głośnymi rozmowami grupy.

Cały obszar basenu morza Śródziemnego jest bogaty, wyjątkowy, ale również narażony na zniszczenie, a często, nawet będąc ostrożnym i postępując według odpowiednich zasad odwiedzania pewnych miejsc, ryzykujemy, że naruszymy ich wyjątkowość. Ale i natura jest w ciągłym ruchu i potrafi skrzywdzić nieostrożną osobę.

W tamtym roku na osobę kąpiąca się przy bajecznie pięknych klifach spadł kamień i ta osoba, zresztą bardzo młoda, zginęła na miejscu. Być może kamień osunął się sam, być może jakaś koza chodziła po graniach i go obsunęła. Podsumowując, Sardynia ma wiele miejsc „opublikowanych” i dostępnych dla wszystkich, które są warte odwiedzenia. Są również miejsca ukryte, ale może warto, aby takie nadal pozostały. Niech aura tajemniczości nadal je skrywa.

A czy jest na Sardynii coś, czego nie widziałaś, a jest warte zobaczenia?

Cała lista, ale – jak już wspomniałam – nie spieszę z miejscami do „zaliczenia”. Gustuję w nich powoli i zostawiam na później. Ale mam pewne marzenie, które chciałabym zrealizować w najbliższym czasie, choć związane z Korsyką. Tę bliźniaczą wyspę poznałam również bardzo dobrze. Byłam na niej wielokrotnie i objechałam całą. Ale mam marzenie, aby przejść Grand radunee, czyli szlak GR20. Jest to szlak górski podzielony na około 13-16 odcinków, długi, bo ma ponad 160 km, no i trudny.  Bardzo chciałabym go zrobić, jednak z powodu warunków pogodowych na Korsyce (długo utrzymujący się śnieg), najbezpieczniejsze miesiące to te letnie, kiedy pracujemy. Ale nadejdzie ten moment, te 2 tygodnie, kiedy zrezygnuję z pracy i odbędę również tę wyprawę.

No właśnie, opowiedz trochę o swojej pracy.

Gdybym mogła…. co tydzień byłabym na sardyńskim szlaku. Pracuję jako przewodnik i zabrałabym moich gości w te wszystkie piękne miejsca. I jest to również moje hobby. Ale muszę postępować odpowiedzialnie, mierzyć siły na zamiary swoich gości. Muszę brać pod uwagę, co będą w stanie znieść, przylatując z zimnej pochmurnej Polski w sardyńskie upały, ich kondycję fizyczną, przygotowanie oraz wpływ mojej działalności na ekosystem oraz sardyńskie społeczeństwo. Dlatego na mojej stronie przedstawiam głównie wycieczki łatwe, ciekawe, wygodne, dostępne dla każdego. Tak, aby te kilka dni przybliżyło naszym gościom kulturę i naturę sardyńską.

Praca i hobby w jednym?

Jedno nie wyklucza drugiego. Chciałabym, aby moja praca była tylko moim hobby. Uwielbiam ją. Jednak nie jest to wolontariat. Również ja mam do zapłacenia ubezpieczenia, podatki, utrzymuje rodzinę i dom. Właśnie zakupiliśmy busa, którym będziemy jeździć na wycieczki. Musimy zapłacić za paliwo, mieć budżet na naprawy. Więc moje hobby musi być również działalnością zarobkową.

Co skłoniło Cię do rozpoczęcia działalności w branży turystycznej?

Mieszkam na wyspie turystycznej więc to było normalne, że wraz z sezonem pojawiają się nowe możliwości. Ale tak naprawdę, kiedy zaczęłam poznawać te wyspę, bardzo chciałam przekazać te wrażenia innym. Więc chyba to był taki motor napędowy do zorganizowania wycieczek.

Laboratorium koralu w Alghero

Jaka jest historia Twojej pasji do podróży i odkrywania nowych miejsc?

Jeszcze będąc na studiach wyjechałam do USA, a potem do Irlandii. W obu tych krajach miałam niesamowite możliwości zwiedzania. W USA mieszkałam w Waszyngtonie, gdzie wszystkie muzea są darmowe! Ale jakie to były muzea, na zwiedzanie jednego traciłam cały dzień! I tak spędziłam 2 miesiące, które kompletnie zmieniły mnie, moje nastawienie do ludzi, do świata, moje marzenia. Po prostu otworzyły horyzonty. Poznałam ludzi z całego świata, zobaczyłam, że świat jest przyjazny i że tak naprawdę szkoła i piątki na maturze to jednak nie to samo, co edukacja. I że podróże naprawdę kształcą.

Potem postanowiłam pojechać do Irlandii i tam również, mimo, że pracowałam, to także zwiedzałam i wychodziłam w każdej wolnej chwili. Pracowałam dla fantastycznej Irlandzkiej rodziny, która dawała mi wiele pomysłów do zobaczenia nowych miejsc, niekoniecznie tych z przewodnika. Nauczyłam się również tego, że zła pogoda to tylko wymówka. Że wcale nie zachoruję od zimna i deszczu, i że jestem o wiele bardziej silna fizycznie niż o sobie samej wówczas myślałam. Potem były Włochy. Moje pierwsze włoskie miasto, Florencja, do której mam niesamowity sentyment, nadal pamiętam tę kanapkę z przepysznym salami i pomidorem, który pachniał słońcem. Piza, Rzym, a potem Sardynia. Odkrywanie nowych miejsc stało się moją pasją.

Jak wygląda Twoja praca, jak się przygotowujesz do wycieczek?

To jest bardzo ciekawe pytanie. Praca przewodnika teoretycznie polega na oprowadzaniu, opowiadaniu, pokazywaniu ciekawych miejsc. Ale w rzeczywistości to, co widzą nasi goście, czyli wycieczka, w której uczestniczą, to jedynie 10% naszej pracy. To już finał, gotowy produkt. Tak naprawdę już wiele miesięcy wcześniej pracujemy nad stworzeniem takiej wycieczki. Musimy mieć zorganizowane wszystko, co do minuty, wiedzieć, jaki możemy mieć margines czasowy, biorąc pod uwagę choćby opóźnienia, toaletę, korki i tak dalej. Budujemy relacje z partnerami, z którymi współpracujemy, szukamy wspólnie rozwiązań, które będą ciekawe dla klienta, ale również akceptowalne prawnie, finansowo i organizacyjne.

Zajmujemy się marketingiem, social mediami, tworzymy materiały, zdjęcia, filmy. Kształcimy się, doczytujemy, bierzemy udział w kursach. Kiedy możemy – również podróżujemy i to też jest bardzo ważny etap naszej edukacji. Porównujemy, jak to wszystko działa w innych miejscach na świecie, co można ulepszyć, z czego można zrezygnować, jak to robią inni. Ostatnimi czasy dochodzi do tego wszystkiego informatyzacja usług. I tę wiedzę i mechanizmy też musimy posiadać. Więc ogólnie jest to zarządzanie firmą, klientami, współpracownikami.

Jakie są główne wyzwania i korzyści związane z organizacją wycieczek na tej pięknej wyspie?

Największym wyzwaniem dla wszystkich mieszkańców wyspy jest sezonowość. Wiąże się to z brakiem odpoczynku i bardzo często niekończącym się maratonem pracy w trudnym do zniesienia upale. Osoby, które spotykamy, dopiero co przyjechały, mają energię i chęci do poznania wyspy, a my każdego klienta chcemy powitać tak, jakby to był pierwszy klient, żeby poczuł się z nami dobrze, żeby nie był świadomy tego, ile nas kosztowały fizycznie i psychicznie wszystkie dotychczasowe wyprawy, ile mamy trudności organizacyjnych, czy problemów ze współpracownikami, którzy w pewnym momencie też już nie dają rady.

Osobiście, dzięki naprawdę cennym poradom mojej pierwszej nauczycielki przewodnictwa -Magdy, nauczyłam się porządnie przygotowywać do danego dnia, bo faktycznie, jak się zacznie dobrze, to już idzie dobrze. Ale również jej porady dotyczyły dbania o siebie. Przewodnik to również lider. Musi mieć siłę fizyczną i psychiczną.

A to oznacza łapanie się każdego możliwego sposobu, aby o siebie dbać: szukanie cienia, odpowiednia odzież, nawodnienie, odpowiednie żywienie, przygotowanie fizyczne przed sezonem, sen, znalezienie chwili odpoczynku i korzystanie z niej, kiedy tylko można.

Ogromnym wyzywaniem są dla nas, a potem niestety dla klienta, koszty. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że koszty prowadzenia działalności są bardzo wysokie – to ubezpieczenia, paliwo, podatki, reklama, ryzyko, kształcenie… I my musimy zapracować na to wszystko w ciągu kilku miesięcy w roku. 

Jeszcze innym problemem jest ogromna ilość osób, które proponują podobne usługi, ale na czarno, bez prowadzenia działalności. Robią to taniej, ale często bez pozwoleń, bez żadnej odpowiedzialności za usługę nieodpowiednio wykonaną lub po prostu niewykonaną, bo również takie sytuacje miały miejsce. Przez takie osoby często uważa się nas, firmy działające legalnie i odpowiedzialnie, za naciągaczy.

Natomiast oczywiście są również niesamowite korzyści płynące z naszej pracy. Przede wszystkim – widzimy każdego dnia, że ostatecznie klient, płacąc nam za nasze usługi, ocenia, że są one warte tej ceny. I to jest chyba największa satysfakcja. Za każdą pozytywna recenzję ogromnie jesteśmy wdzięczni!

Po drugie – bardzo często nasi goście stają się naszymi przyjaciółmi, tworzą się między nami relacje, wracają wielokrotnie i już wiedzą do kogo się zwrócić. Ktoś potem wyśle nam opłatek na Boże Narodzenie, ktoś inny zaprosi do siebie do Polski. Jedynie szkoda, że nie mamy potem czasu odwiedzić tych wszystkich naszych gości! Ale utrzymujemy kontakt.

Jakiego rodzaju wycieczki organizujesz?

Nasze wycieczki podzieliliśmy na 3 segmenty. Pierwszy to Alghero. Prawie codziennie wychodzimy zwiedzać z gośćmi stare miasto. Kto chce, może dodać do tej wycieczki degustację wina w lokalnej winnicy, lub wybrać całodniowe zwiedzanie wraz z rejsem do groty Neptuna. Dla tych, którzy przyjeżdżają na krótko, a chcą zobaczyć coś więcej, mamy wycieczki 3-4 godzinne – do Bosy lub parku Porto Conte i Nuraghe Palmavera.

A kto chciałby przeznaczyć na zwiedzanie cały dzień, proponujemy naszą archeologiczną wycieczkę do centrum Sardynii, wyspę Asinarę lub Korsykę. Ale to nie wszystko! Możemy Was zabrać na naukę gotowania, na deskę SUP, trekking jedno- albo wielodniowy. Możliwości mamy praktycznie nieograniczone.

Również ceny zwiedzania są uzależnione od długości trwania wycieczki oraz kosztów związanych ze zwiedzaniem. Bardzo chcieliśmy, aby zwiedzanie Alghero było tanie. Jesteśmy zdania, że dostęp do wiedzy powinien być na każdą kieszeń. Natomiast tam, gdzie ponosimy koszty dojazdu, busa, biletów, rejsów, obiadów – automatycznie cena rośnie i niestety nie mamy na to wpływu.

Jedno jest pewne – chcemy, aby ostatecznie nasi klienci po wycieczce powiedzieli, że warto było wydać te pieniążki, bo bez nas takiej Sardynii by nie zobaczyli. Ich zadowolenie daje nam motywację do dalszej pracy, do ulepszana, do poświęcenia się.

 

Biwak na plaży

Macie w ofercie wycieczki skierowane do konkretnych grup wiekowych lub zainteresowań?

Staramy się, aby wycieczki były dostępne dla wszystkich, bez względu na wiek. Kiedy robimy małe grupy, jesteśmy też w stanie lepiej dotrzeć do każdego klienta, znaleźć coś, co naprawdę go interesuje.

Mamy klientów, którzy uwielbiają fotografię i potrafią godzinami klikać zdjęcia jednego pejzażu. Mamy takich, którzy wyłączają telefon i nie chcą nawet myśleć o zdjęciach, wówczas to my robimy im jakąś pamiątkową fotografię. Są klienci, którzy uwielbiają shopping. Są ci, którzy chcieliby zwiedzić i dowiedzieć się jak najwięcej. Naszym zadaniem jest takie skonstruowanie wycieczki, aby wszyscy znaleźli coś dla siebie.

Przy małych grupach jest to możliwe. Ale jest też możliwość, coraz bardziej popularna, zarezerwowania wycieczki tylko dla danej grupy. Koszt oczywiście jest większy, ale również podejście bardziej indywidualne.

Inną sprawą są wycieczki górskie. Tutaj naprawdę uważnie oceniam zdolności klientów do marszu. Góry sardyńskie i wapień, po którym często chodzimy, jest specyficzny, kłuje w stopy, jest ryzyko skręcenia kostki, na szlaku brakuje wody – jeśli w ogóle jest jakiś wydeptany szlak. Zatem osoba, która z nami idzie, musi być w stanie przejść minimum 10 km w butach trekkingowych z ciężarem minimum 3 litrów wody w plecaku. Nie ma wyjątków od reguły.

Jest natomiast jedna zasada, którą wdrożyliśmy dla wszystkich naszych klientów. Nigdy nie publikujemy ich twarzy na social mediach. Jeśli nawet robimy im zdjęcia, wysyłamy na ich numery – dla nich na pamiątkę a nie na nasz użytek. Jeśli ktoś z klientów chce później opublikować zdjęcie, jest nam miło. Ale my sami tego nie robimy. 

A organizujecie wycieczki dla rodzin? Jeśli tak, to jakie atrakcje i udogodnienia są dostępne dla dzieci?

Nasze wycieczki nie mają rozróżnienia dla tych dziećmi lub dla tych bez. Ogólnie są łatwe i dostosowane zarówno dla dzieci jak i dla osób starszych. Jednak to już rodzice, znając swoje dzieci, powinni nam określić wiek, potrzeby i cierpliwość dziecka. Mając pewną wiedzę na ten temat możemy bardzo dużo pomóc i zorganizować się w odpowiedni sposób (od siodełek w busie, po kolorowanki, przerwę na loda i tak dalej). Albo możemy zaproponować aktywności idealne dla całej rodziny – takie jak robienie makaronu.

 Czyli przygotowujecie także wycieczki dostosowane do indywidualnych preferencji klientów?

Oczywiście, wycieczki indywidualne, czy takie, jakie my je nazywamy – ekskluzywne lub tworzone na miarę, są w naszej ofercie. Na stronie https://www.algherotours.com/tailor-made-tours-in-sardinia/ można wypełnić dosyć dokładny formularz, który daje nam obraz potrzeb i preferencji danego klienta. Na tej podstawie tworzymy program wycieczki czy całego pobytu.

Zdarza się Wam przygotowywać też wycieczki o charakterze przygodowym, takie jak wspinaczka górska czy nurkowanie?

Tak, robimy takie wycieczki we współpracy z innymi przewodnikami, którzy posiadają odpowiednie uprawnienia i przygotowanie. Czy organizujesz także wycieczki, takie jak trekking, kajakarstwo czy nurkowanie? Trekking był moją pierwsza specjalizacją i to uwielbiam, ale tak jak wspomniałam, bardzo ostrożnie dobieram do niego klientów. Kajaki i SUP jak najbardziej organizujemy – przy odpowiednich warunkach pogodowych.

Aktywne sporty, organizowane w odpowiedzialny sposób, w ogromnej mierze są zależne od pogody. Nawet trekking, w miesiącach lipiec – sierpień, jest po prostu zbyt ciężki, biorąc pod uwagę upały.  Nasze wycieczki mają być przede wszystkim przyjemne! I ostatnie zdanie czy i kiedy organizować dana wyprawę należy do przewodnika. Nurkowanie natomiast to już inna bajka, ale współpracujemy ze szkołami nurkowymi.

A wycieczki edukacyjne dla szkół lub grup młodzieżowych?

Tak i jest ich naprawdę sporo. Osobiście uważam, że przewodnik spełnia swojego rodzaju misję edukacyjną. Nie chodzi jedynie o przekazanie wiedzy, ale również o uwrażliwianie na piękno, na ochronę zabytków, na ochronę środowiska, tradycje. Na uświadomienie innym, w tym młodzieży, znaczenia danego miejsca, również dla ich przyszłości.

Nie maluj po ścianach, ponieważ te ściany mają 600 lat i kiedyś być może ty będziesz o nich opowiadał. Nie biegach po wydmach, ponieważ chronią one twoje miasto przed zalaniem. Nie kradnij muszelek z plaży, ponieważ jeśli to zrobi kolejne 1000 osób, plaża zniknie. Wyłącz na chwilę telefon i zapatrz się w zamieszkujących tę wyspę 100 latków, opowiedzą ci więcej historii niż niejedno muzeum.

Czy oferujesz także usługi przewodnika turystycznego w języku obcym?

Tak, oprócz polskiego mówimy też po angielsku, po włosku, a mój mąż również po katalońsku.

A usługi pomocnicze, takie jak organizacja transportu z lotniska do miejsca zakwaterowania?

Mogę polecić usługi osób, które profesjonalnie się tym zajmują, aczkolwiek sama tego nie robię.

Jakie są opcje zakwaterowania dostępne dla turystów na Sardynii? Czy rekomendujecie miejsca noclegowe?

Niewiele osób wie, że posiadamy na starym mieście w Alghero 3 apartamenty. Działamy legalnie, przez Airbnb, które – mimo że pobiera stosunkowo wysokie opłaty – bardzo usprawnia nam proces rezerwacji, kontaktu z klientem oraz rozliczeniem się. Jesteśmy także partnerem stowarzyszenia Welcome to Alghero, które zrzesza wynajmujących B&B, apartamenty i pokoje, ale również szkoli i w sposób kreatywny wpływa na wynajmujących, aby dbali o legalność, gościnność oraz jakość wynajmu. Współpracujemy również z hotelami, więc zawsze możemy coś polecić. Ale nie zajmujemy się pośrednictwem w tym zakresie. Po prostu brakuje nam na to czasu.

Jakie miałabyś porady dotyczące noclegów w Alghero i na Korsyce? Czy preferujesz hotele, pensjonaty czy może wynajem apartamentów?

Wybór chyba jest dosyć indywidualny. Osobiście uwielbiam kempingi, ponieważ lubię kawę na świeżym powietrzu, domki blisko wody. Będąc w hotelach ostatecznie niewiele czasu w nich spędzam. Natomiast ostatnio odkrywam i zakochuje się w niewielkich hotelikach lub apartamentach w przedziwnych lokalizacjach, na przykład w porzuconych średniowiecznych wioskach. Kilka pokoików, świetne śniadania, indywidualne podejście do klienta, ta chwila kiedy właściciel czy osoba obsługująca faktycznie chętnie coś ciekawego poleci.

Monte D´Accoddi

A jeśli chodzi o przemieszczanie się po okolicach Alghero i Korsyce – czy wynajem samochodu jest niezbędny?

Zarówno Alghero jak i Bonifacio nie wymagają wynajmowania auta, jeśli ktoś organizuje sobie kilkudniowy pobyt. Parkingi są drogie, trudne do znalezienia, drogi zakorkowane i jeżdżenie autem buduje niepotrzebne napięcie.

W sezonie komunikacja publiczna oraz prywatna działa bardzo dobrze. Od autobusu z lotniska, przez poruszanie się po mieście, aż po plaże. Należy również pamiętać, że stare miasto jest w tzw. strefie ZTL, gdzie wjazd wymaga specjalnej autoryzacji. Są tam kamery i wysyłają mandaty do wypożyczalni, za które należność ściągana jest potem z karty kredytowej.

Wynajem auta jest świetną opcją – wygodną i sensown, jeśli ktoś wykupił nocleg poza miastem i po prostu zdecydował się dojeżdżać. Albo jest to grupa osób – wtedy faktycznie być może taniej jest wynająć wspólnie auto.  Albo kiedy przyjeżdża poza sezonem, gdy połączeń komunikacją publiczną jest już mniej. Albo gdy ktoś naprawdę lubi pojeździć po różnych miejscach.

Jakie masz porady dotyczące podróży na Sardynię i Korsykę, jeśli ktoś ma ograniczony budżet?

Po pierwsze – planujcie. Zostańcie w okolicach rejonu, do którego przylecieliście. Dokładnie oceńcie, czy tańszy nocleg w danym miejscu nie będzie wiązał się z dodatkowymi kosztami takimi jak na przkład transfery. Nie kierujcie się tylko instagramowymi zdjęciami miejsc, których odwiedzenie wymaga wysiłku i kosztów, w tym wynajęcia łodzi, zapłaty za pobyt na plaży.

Skorzystajcie z tego w sposób limitowany, na przykład tylko na jeden dzień. Skupcie się nie na ilości zobaczonych miejsc, a spróbujcie je skosztować, poznać, poobserwować. Sprawdźcie, czy w danym okresie działa komunikacja publiczna, jeśli w danym miejscu działa, to jest zazwyczaj bardzo tania. W restauracji poproście o zapakowanie niezjedzonej pizzy do kartonu, następnego dnia będzie również pyszna. Zapytajcie o porady waszych gospodarzy, zazwyczaj chętnie pomogą.

Czy organizujesz także wycieczki na pobliskie wyspy lub okoliczne obszary?

Ograniczyłam swoją aktywność do centrum i północy wyspy oraz do południa Korsyki. Myślę, że jest tu tak wiele do pokazania, że naprawdę nie wystarczyłby miesiąc. Realnie patrząc, średnio ludzie przyjeżdżają na 3-7 dni, więc najtrudniejsze było ograniczenie naszych propozycji do kilku najważniejszych, ale wypełniając je opowieściami, historią i innymi elementami – tak, aby każda z wycieczek była naprawdę ubogacająca.

Co więc sprawiło, że wybrałaś właśnie Alghero i Korsykę jako destynacje do organizacji wycieczek?

Mieszkam w Alghero, ale również kocham to miasto. Jest ono naprawdę wyjątkowe kulturalnie, architektonicznie, można powiedzieć, że to muzeum na otwartym powietrzu. Do tego posiada lotnisko, więc jest to idealna destynacja turystyczna.

Korsykańskie Bonifacio trafiło się poniekąd przypadkowo, ale również skradło moje serce. Jest stare, niewyremontowane, widać stare jałowce, które tworzą sufity, czuć zapach fig, urzeka kontrast białych klifów z niebieskim niebem i szmaragdowym morzem. Szczególnie latem, kiedy zamiast promem płynę szybkim pontonem, a po upalny zwiedzaniu miasteczka płyniemy na cudowne wody archipelagu.

Jakie są główne atrakcje turystyczne w Alghero i na Korsyce?

Już same starówki są przeurocze – te bary, restauracje, serdecznie witający lub kłócący się na ulicy ludzie, którzy sami w sobie tworzą klimat miasta. Pranie rozwieszone na sznurkach, przepyszne jedzenie, plaże i widoki z murów starego miasta…

Masz ulubione festiwale i wydarzenia kulturalne organizowane w Alghero lub na Korsyce?

W Alghero właściwie cały rok się coś dzieje, ale ze względu na moją pracę nie mogę w tym wszystkim uczestniczyć. Podobnie jest z Korsyką. Ale mogę polecić z czystym sumieniem w Alghero kino letnie, z naprawdę ciekawymi filmami, często wyselekcjonowanymi, festiwalowymi, a nie kinowymi. Wyświetlane są w różnych fajnych miejscach: parkach, plażach, placach.

Natomiast w Bonifacio od 2 lat organizowany jest weekend videomappingu w różnych zabytkach. Nigdy nie brałam w tym udziały, ale myślę, że musi to być świetne. Natomiast raz, przypadkiem, mijaliśmy regaty, mijał nas piękny trzymasztowy pochylony jacht, Pięknie to wszystko wyglądało.

A są tam jakieś wyjątkowe, ukryte „skarby”, których nie znajdzie się w przewodnikach?

Bardzo ciekawe pytanie! Te skarby znajdują się w historii. W Alghero jest to rok 1492, czyli odkrycie Ameryki, na Korsyce jest to bohater – Pasquale Paoli. Nabiegałam się trochę za nim po wyspie, żeby go bliżej poznać. Na pewno odkryjecie te skarby ze mną!

Powiedz coś więcej o historii tych tych regionów – jak przejawia się w dzisiejszym Alghero i na Korsyce?

Zanim Alghero stało się katalońskie, było genueńskie. A zanim Bonifacio stało się francuskie, najpierw było toskańskie a potem genueńskie. Historia, kultura, architektura, tradycje, język łączą się, a potem rozdzielają w kompletnie różnych kierunkach i tak trwa przez stulecia. Ale mimo wszystko nadal jest bardzo dużo cech wspólnych. Stulecia, mimo że zmieniły tym wyspom obywatelstwo, wcale nie zmieniły ich tożsamości kulturowej i to są nadal pod wieloma względami dwie bliźniacze wyspy.

Na pewno masz też jakieś ulubione historie lub legendy związane z Alghero i Korsyką, którymi dzielisz się ze swoimi klientami?

Oczywiście! Właśnie na tym polega moja praca. Moje opowieści to nie są puste informacje wzięte z Wikipedii, to są często opowieści usłyszane od mieszkańców albo historie pokazane z ich punktu widzenia. Sama studiowałam politologię i lubię, kiedy historia to nie są jedynie daty i wydarzenia, ale kiedy te daty i wydarzenia opowiadają dzieje zwykłych ludzi. Staram się pokazywać, jakie one miały znaczenie.

Również legendy, wierzenia, bajki… one też mają swoje korzenie w codziennym życiu mieszkańców miast i miasteczek. Historia ma pomóc nam zrozumieć to, dlaczego dzisiaj ludzie danego regionu są tacy, a nie inni, czego się boją, co sprawia im przyjemność, jakie maja wartości, kiedy się jednoczą, a może jest coś, co nadal ich dzieli.

Opowiedziałaś sporo o lokalnych sardyńskich produktach, a jakie są typowe produkty lokalne, których turyści powinni spróbować podczas pobytu w samym Alghero i na Korsyce?

Alghero słynie z owoców morza. Więc koniecznie trzeba spróbować tego typu nowości. Ja osobiście polecam taka przystawkę, która robi się tradycyjnie w Alghero o nazwie agliata di pesce. Jest to coś podobnego do ryby po grecku, ale w pomidorowym pikantnym sosie z ogromna ilością czosnku, podawana na zimno.

Jeśli ktoś z Państwa chciałby spróbować słynnego homara po katalońsku, niech zamówi go dzień wcześniej w restauracji, do której się wybiera, wierzcie mi, że potrzebuje czasu, żeby nabrać smaku. Na Korsyce dania są podobne. Mi bardzo smakują mule z frytkami i kozim serem oraz ich korsykańskie kasztanowe piwo Pietra.

Jeden nuraghe z 7.000

Masz w tych miejscach jakieś szczególnie ukochane restauracje i kawiarnie?

W Bonifacio uwielbiam widoki z restauracji położonych tuż nad klifem. Bardzo dobre jedzenie ma Il Ciccio. Ale dania kuchni korsykańskiej są podobne właściwie wszędzie na starym mieście. W Porcie jest zdecydowanie drożej. Natomiast w Alghero owoce morza są prawie wszędzie pyszne. Ale dla odmiany mogę polecić rzeźnika Sa Petta, ma naprawdę pyszne mięsa i świetny wybór win.

A ulubione miejsca na zakupy pamiątek?

W Alghero króluje koral. Certyfikowany, nadal wydobywany na dużych głębokościach, najdroższy na świece i najpiękniejszy – czerwony corallium rubrum. W całym Alghero jest około 18 butików, które sprzedają certyfikowany koral z naszego wybrzeża. Natomiast w Bonifacio uwielbiam wszystkie produkty z rafii: torebki, kapelusze, portmonetki oraz piękne ręcznie robione gadżety do domu.

To zdradź nam jeszcze najlepsze miejsca na plażowanie i spacery.

W Alghero warto skorzystać z tras trekkingowych Parku Porto Conte. W Bonifacio – wybrać się na spacer klifami. Jeśli chodzi o plaże, Korsyka nie ma tak wielu pięknych plaż, jak Sardynia. A kiedy są, to są trudno dostępne, trzeba do nich dopłynąć. My pływamy na archipelag Bonifacio, który jest bardzo specyficzny. To takie przejście od białego wapienia do różowego granitu. A inne podłoże daje w efekcie inne kolory wody, inny piasek, inny krajobraz. Plaże te są chronione i nie ma na nich baru ani toalety.

Osobiście w Alghero chodzę na zwykłą, publiczną plażę. Aczkolwiek tu muszę podkreślić, że nasze plaże są naprawdę piękne rano, natomiast po południu kolor wody zaczyna się zmieniać i robi się brązowawy. Alghero słynie również z ogromnych ilości liści rośliny, którą błędnie uważa się za algi. A jest to posidonia oceanica, chroniony i bardzo ważny dla ekosystemu las morski. Jest wskaźnikiem czystości i zdrowia naszych plaż. Już się do tych liści przyzwyczaiłam. A poza tym – traktuję morze i plaże jako żywy i ciągle zmieniający się organizm. Wieczorami ta woda znów się oczyszcza, a dodatkowym atutem są przepiękne zachody słońca. Czasem idę na plażę właśnie późnym wieczorem, koło godziny 19, kiedy wszyscy raczej z niej wracają. Króluje cisza, spokój, długi zachód słońca, ciepłe wieczory. I również te chwile są urokliwe.

Jakie masz jeszcze sposoby na relaks po intensywnym dniu prowadzenia wycieczek?

Zdecydowanie pływanie na desce SUP latem, zimą – wyprawy trekkingowe. Sport mnie nakręca. A kiedy brakuje tego, uwielbiam swój taras!

Jakie są najczęstsze pytania lub obawy klientów dotyczące wycieczek do Alghero i na Korsykę?

Największa obawą polskiego klienta jest to, czy dobrze wyda pieniądze. Czy wycieczka jest warta swojej ceny. Tu każdy musi ocenić indywidualnie ten aspekt zwiedzania Sardynii. Drugą obawą, w przypadku zwiedzania Korsyki, jest przeprawa morska. Ale mogę Państwa uspokoić, nie pływamy przy złych warunkach pogodowych. Proponujemy inną wycieczkę lub zwracamy pieniądze. Sami również nie chcemy ryzykować własnego życia czy zdrowia dla jednej wycieczki.

No właśnie, jaka więc będzie najlepsza pora roku do odwiedzenia Korsyki?

Podczas gdy Sardynię możemy zwiedzać cały rok, z Korsyką sprawa faktycznie trochę się komplikuje, ponieważ musimy się przeprawić przez przesmyk Bonifacio. A zła pogoda po prostu nam to udaremnia. Korsyka jest również trochę chłodniejsza, a miasteczko Bonifacio wiele atrakcji ma otwarte jedynie przez 4 miesiące w roku. Wyprawy na Korsykę organizuję więc w indywidualny sposób, biorąc pod uwagę wszystkie elementy, które mogą sprawić, że będzie ona bardziej lub mniej udana.

Czy tego typu komplikacji i przeszkód jest więcej? Jakie są Twoje doświadczenia związane z radzeniem sobie takich sytuacjach awaryjnych?

Faktem jest, że jako przewodnik górski przeszłam szkolenie dotyczące pierwszej pomocy i uważam, że każda osoba powinna takie szkolenie przejść. Ale poważnie podchodząc do tego zawodu, trzeba być gotowym na każdą ewentualność. Zasada numer jeden to zimna krew, ale tego chyba człowiek uczy się w praktyce. Lub po prostu ma do tego pewne predyspozycje.

Obojętnie, czy dotyczy to zdrowia uczestnika wycieczki, czy sytuacji nieprzewidzianych typu przebita opona – plan B musi być zawsze gotowy do uruchomienia. A potem również plan C i D. Im więcej przewodnik doświadczy, tym lepiej działa każdym kolejnym razem. Muszę też przyznać, że miałam ogromne szczęście uczyć się od lepszych od siebie.

Od przewodnika, który przeżył lawinę śnieżną, od innej przewodniczki, która pokazała mi, jak ważne jest zacienione miejsce czy ustawienie grupy tak, aby w czasie opowiadania nie raziło słońce. Uczyłam się od innych, kiedy tak naprawdę interweniować, a kiedy pozwolić człowiekowi samodzielnie się podnieść i poczuć dumę, że dał radę.

Wzywaliśmy w górach pogotowie alpejskie. Ale to, czego naprawdę się nauczyłam, to to, że jestem odpowiedzialna za grupę, a każda sytuacja jest do wzięcia na klatę. Trzeba tylko znaleźć sposób. Nawet nie wyobrażam sobie, ile jeszcze sytuacji przede mną. Ale jestem na nie psychicznie gotowa.

Masz na koncie jakieś szczególnie ekstremalne czy nietypowe sytuacje, z którymi przyszło Ci się mierzyć podczas wycieczek?

Tych historii jest naprawdę dużo. Z profesjonalnego punktu widzenia mieliśmy skrajne sytuacje typu rozbite głowy w jaskiniach, skręcone kostki, ataki paniki, ratowanie kogoś z wody. Podczas wyprawy na Selvaggio Blu wzywaliśmy helikopter z pomocą, ponieważ jeden z uczestników bardzo źle się poczuł.

Ale każda tego typu sytuacja jest doświadczeniem, którego nie zdobędzie się nawet na najlepiej odbytym szkoleniu. Więc ostatecznie jestem za nie wdzięczna, bo pozwalają za każdym kolejnym razem po prostu lepiej sobie z nimi radzić. Z osobistego punktu widzenia, każda wycieczka jest dla mnie wyzwaniem. Widzę osobę i staram się ją poznać. Kiedy przebywa się z ludźmi krótki okres czasu, poznaje się ich najlepsze strony, więc za każdym razem jest to ciekawa wyprawa w nieznane. Bo ostatecznie każdy człowiek jest niezwykłym indywiduum.

Jest to moja własna, osobista wyprawa, która bardzo mnie ubogaca. Ale jeszcze ciekawiej robi się przy wyprawach tygodniowych. Szczególnie w małych grupach, gdzie naprawdę dużo czasu spędzamy razem. Każdy ma swoje przyzwyczajenia, jakieś tam utarte schematy, oczekiwania, i te pierwsze dni służą mi aby trochę moich gości poznać i nawiązać z nimi relacje. Kolejne dni to próba wprowadzenia osoby w ten naprawdę sardyński klimat, otworzenie jej i dodanie odwagi, aby spróbowała czegoś nowego, otworzyła się na nowe doświadczenie smaków i historii. I aby zdjęła polskie okulary, przez które, chcąc nie chcąc, widzi i ocenia świat. Takie trochę burzenie murów.

A potem to już jest czyste doświadczenie i łzy w oczach. Bo taki uczestnik zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że Sardynia jest naprawdę magiczna i zostawiła w jego sercu jakieś niesamowity ślad. Potem ciężko jest nam się rozstać. A samolot czeka. Często zdarza mi się też oprowadzać osoby publiczne, znane, które – nie powiem – mają swoje wymagania i charaktery. Ale nie chcę się dzielić tymi opowieściami. To, co się dzieje na wycieczce, zostaje na wycieczce.

A jakieś niezwykłe przeżycia, które w czasie pracy sprezentowała Ci Sardynia?

Wiatr we włosach podczas przepraw morskich, spotkania z delfinami i burzykami. Kiedyś wracałam z takiej wyprawy i niebo podzieliło się na dwie części tuż nad naszymi głowami. Z jednej strony była ciemna chmura, fale i groźnie wyglądająca natura a z drugiej dosłownie błękit bezchmurnego, nieba i spokojnego morza. Było to dla mnie cudowne doświadczenie i wtedy zrozumiałam, że morze, natura, ekosystem, to nie jest coś co można sfotografować, zaliczyć.

Ze za każdym razem jest inaczej, że to wszystko jest w ruchu, w ciągłej zmianie i można tę samą wyprawę doświadczać na nowo i inaczej. I to wszystko jest po prostu niepojęte, w tym jest całe piękno. To, że nie można tego ogarnąć zdjęciem, opowieścią, filmikiem. Trzeba to poczuć, przeżyć.

Jakie są Twoje doświadczenia związane z interakcją z lokalną społecznością podczas organizowania wycieczek?

To temat rzeka. Szczególnie z mieszkańcami Korsyki. Kłócimy się, potem godzimy, całujemy, pijemy wino na pożegnanie. Dużo specyficznych sytuacji do ogarnięcia, potrzeba dużo dyplomacji, uśmiechu, pokojowego nastawienia, nie można dać się wyprowadzić z równowagi. Zawsze muszę pamiętać, że to ja jestem tutaj gościem. Oni są w swoim domu. I to oni tworzą zasady, z którymi możemy się nie zgadzać. Spóźniają się? Trudno. Rezerwacja im się gdzieś zapodziała? Dajemy czas na rozwiązanie sytuacji. Są w nerwach? Dajemy czas na ochłonięcie. Chyba tylko dwa razy mi się zdarzyło, że po prostu wstaliśmy z gośćmi od stołu. Ale to już była sytuacja podbramkowa.

W któstronę chciałabyś się rozwijać?

Zdecydowanie chciałabym tak zorganizować swoje życie, aby mieć więcej czasu wolnego. Aktualnie mam swoją stabilizację rodzinną, mam gdzie mieszkać. Natomiast inwestuje w firmę i mam nadzieję, że w najbliższym czasie będziemy punktem odniesienia dla wszystkich przyjeżdżających.

Dziękuję Ci bardzo za pasjonującą rozmowę!

 

Gosię Łastowską można spotkać w Internecie na stronach:

https://www.facebook.com/AlgheroTours

https://www.instagram.com/alghero.tours/

www.algherotours.com