Jak niedźwiedź brunatny o imieniu Wojtek został żołnierzem Armii Andersa?

utworzone przez

Historia niedźwiadka Wojtka – żołnierza w Armii Andersa – wydaje się nieprawdopodobna. Wydarzyła się jednak naprawdę. Poznajmy wspólnie losy misia Wojtka. Jak to się stało, że znalazł się wśród polskich żołnierzy oraz przemierzył z nimi tysiące kilometrów?

Jest to jedna z najbardziej niezwykłych opowieści z czasów II wojny światowej.

Na trwałe zapisała się na kartach polskiej historii i do dzisiaj uznawana jest za niewiarygodną. Stała się nadzieją i pociechą dla polskich żołnierzy z dala od domu. Miś Wojtek w tych trudnych czasach był dodającą otuchy nadzieją, odskocznią od trudniej żołnierskiej codzienności.

Jak to się zaczęło? Armia Polska walcząca na Wschodzie ramię w ramię z Sowietami, z powodu braku żywności i warunków do przetrwania została ewakuowana do Iranu. Podczas wędrówki wojska do Egiptu, żołnierze spotkali młodego Irańczyka, któremu towarzyszył mały niedźwiedź brunatny. Miś stracił swoją matkę i był sierotą, a pozostawiony sam z pewnością poniósłby śmierć. Chłopiec za niedźwiedzia otrzymał trochę jedzenia, garść monet oraz żołnierski nóż – co było w tym czasie bardzo dobrą zapłatą. Tym samym niedźwiadek został uratowany od śmierci, albo w najgorszym wypadku od niewoli i głodu. I tak oto dzikie zwierzę stało się członkiem 2 Korpusu Armii Andersa.

Lata wczesnej młodości misia Wojtka w obozie żołnierskim.

Żołnierze bardzo poważnie zajęli się opieką nad Wojtkiem. Na początku karmili go mlekiem skondensowanym z butelki, które miś uwielbiał. Niedźwiadek rósł bardzo szybko, osiągając w niedługim czasie około 200 kg wagi!

Zwierzę nigdy nie było agresywne. Miś uwielbiał towarzystwo ludzi i odnajdywał się wśród nich doskonale. Darzył ogromnym zaufaniem swoich opiekunów, z pewnością z wdzięczności za uratowanie mu życia.

 Czasami jednak Wojtek, jak przystało na młodego misia, psocił. Zdarzało się, że podkradał jedzenie albo rozrzucał po obozie pranie suszące się na słońcu. Niemniej takie figle nie były traktowane przez opiekunów Wojtka źle. Z dala od domu żołnierze potrzebowali żartów i chwil zapomnienia, aby oderwać myśli od wojennej codzienności.

Do zabawnych sytuacji dochodziło również wtedy, gdy do obozu przychodziły osoby z zewnątrz bez świadomości, że spotkają w nim dzikie, ogromne zwierzę.

Najczęściej reagowano przerażeniem na widok niedźwiedzia brunatnego spacerującego po żołnierskim obozowisku. Jednak z czasem każdy mógł przekonać się, że Wojtek to niegroźny kompan żołnierskiej wędrówki.

Miś Wojtek towarzyszył żołnierzom w ich codziennym życiu. Bawili się z nim, urządzali “zawody” za siłowanie się. Kiedy Wojtek był mały, żołnierze zazwyczaj wygrywali podczas pojedynku. Ale z wiekiem, wygrana z tak potężnym zwierzęciem stała się niemożliwa, i każda rozgrywka kończyła się porażką ludzi. Wojtek pokonanych kompanów z czułością lizał po twarzy i nigdy nie doszło do sytuacji, żeby kogoś zranił.

Historyczne zdjęcia Misia Wojtka
fot. Fundacja Na Rzecz Budowy Pomnika Misia Wojtka w Sopocie

Kariera Wojtka w szeregach wojska polskiego.

Z czasem Wojtek został mianowany na szeregowca, a następnie otrzymał stopień kaprala. Rzecz niebywała, ponieważ ten żołnierz nie był człowiekiem! Niemniej jednak wszyscy traktowali go jak kolegę. Stał się symbolem i maskotką 2 Korpusu Polskiego, czego dowodem i wielkim wyróżnieniem było uwieńczenie jego wizerunku na odznace kompanii.

Z Iranu Polacy zawędrowali poprzez Palestynę i Egipt, aż do Włoch. Walczyli o przełamanie linii Gustawa, brali udział w walce o zdobycie Monte Cassino. Wojtek towarzyszył polskim żołnierzom ramię w ramię, a do jego głównych zadań należało noszenie ciężkich skrzyń z amunicją. Niedźwiedź był na tyle oswojony z hukiem armat i strzałami z karabinów, że nie odczuwał strachu. Nigdy też nie zdarzyło mu się, aby upuścił ładunek na ziemię.

Historyczne zdjęcia Misia Wojtka
fot. Fundacja Na Rzecz Budowy Pomnika Misia Wojtka w Sopocie

Dalsze losy niedźwiadka Wojtka po zakończeniu walk we Włoszech.

Po zakończeniu misji wojennej na terenie Włoch, Polacy wraz z Wojtkiem popłynęli do Szkocji. Wojna dobiegła końca, ale żołnierze polscy z przyczyn politycznych nie mogli wrócić do ojczyzny, ponieważ członkom Armii Andersa groziły aresztowania.

Powojenna tułaczka niestety spotkała też misia Wojtka. Trafił on do ZOO w Edynburgu, gdzie spędził resztę życia w niewoli. Został zamknięty za kratami i pozbawiony towarzystwa swoich opiekunów, którzy go uratowali i wychowali. Z pewnością nie czuł się tam szczęśliwy. Niestety nie było możliwości, aby żył spokojnie w naturze. Wychowany wśród ludzi nie potrafił sam zadbać o siebie na łonie natury, bez pożywienia  i w srogim klimacie.

Historyczne zdjęcia Misia Wojtka
fot. Fundacja Na Rzecz Budowy Pomnika Misia Wojtka w Sopocie

Przez wiele lat koledzy z Armii odwiedzali Wojtka w ZOO i nawet wchodzili do klatki, żeby go uściskać.

Nigdy ich nie zapomniał, zawsze witał się i tulił do nich serdecznie. A słysząc polską mowę reagował natychmiast.

Mimo starań polskich władz nigdy nie udało się ściągnąć misia do kraju. I po niemal dwudziestu latach w niewoli, zmarł w 1963 roku. Tak kończy się historia niedźwiadka Wojtka, polskiego żołnierza, który wraz z Armią Andersa przemierzył tysiące kilometrów, aby znaleźć się w niewoli.

Miś Wojtek był bohaterem wojennym, o którym nigdy nie zapomnimy.

Jego historia przez wiele lat znana była tylko wśród żołnierzy, z którymi spędził wiele lat swojego życia. Dopiero po latach opowieści o niedźwiadku stały się na tyle popularne, że Wojtek doczekał się wielu upamiętniających go publikacji.

Historycy i pisarze zafascynowani przygodami Wojtka uwiecznili jego losy w wielu dziełach, a popularność tej niewiarygodnej historii wciąż się rozrasta.

Współcześnie miś Wojtek doczekał się wielu pomników i wydarzeń jego imienia.

Powstała także fundacja – Klub Przyjaciół Misia Wojtka, która w 2019 roku ufundowała pomnik w Sopocie na cześć i ku pamięci niedźwiadka. Podobizna Wojtka znajduje się na skarpie przy deptaku im. Bohaterów Monte Cassino.

I tak niezwykła historia niedźwiadka Wojtka, który walczył na wojnie ramię w ramię z polskimi żołnierzami, dobiegła końca w edynburskim ZOO.

Może chcesz się dowiedzieć więcej?

Kawałek Ligurii na Sardynii

Kawałek Ligurii na Sardynii

Rozmowa z mieszkającą w Carloforte Agnieszką Misiewicz o języku, kulturze i historii tego niezwykłego miasteczka w południowo-zachodniej Sardynii....

czytaj dalej
Non solo Lech – Poznań

Non solo Lech – Poznań

Molte persone in Sardegna pensano soprattutto all’associazione sportiva Lech Poznań, ma da quando sono stati introdotti i voli diretti da Cagliari,...

czytaj dalej
Nie tylko Lech – Poznań

Nie tylko Lech – Poznań

Poznań wielu mieszkańcom Sardynii kojarzy się głównie z klubem sportowym Lech Poznań, ale odkąd uruchomiono bezpośrednie loty z Cagliari, coraz...

czytaj dalej