Bogdan Bartnikowski „Mały” bohater wojenny i więzień obozu zagłady.

utworzone przez

Spośród tych, którzy przeżyli okupację, Powstanie Warszawskie, a następnie obozy zagłady, niewielu przetrwało. Pan Bogdan Bartnikowski, jako młody chłopiec, zaznał biedy, zimna, głodu i strachu o siebie i najbliższych. Wspomnienia te na zawsze zostaną w jego pamięci. Na podstawie jego poruszających przeżyć powstaje nowa książka, która jeszcze w tym roku zostanie wydana.
Tutaj, na Sardynii mieliśmy szczęście gościć Pana Bogdana w Teatro Centrale w Carbonii i w l’Istituto „Francesco Ciusa” w Nuoro, gdzie opowiedział nam swoją historię. Wydarzenia te zainaugurowano, aby uczcić polskie i włoskie ofiary w nazistowskich obozach zagłady.

Wczesne lata młodości okrutnie przerwane przez wojnę

Podczas wybuchu II wojny światowej zaledwie siedmioletni chłopiec w jednej chwili stracił beztroskie dzieciństwo. 1 września 1939 roku miał rozpocząć naukę w drugiej klasie szkoły podstawowej w Warszawie, jednak los postanowił za niego inaczej. Beztroskie bieganie za piłką zamienił w jednej chwili na funkcję łącznika w dziale „Gustawa”. Walczył również na Ochocie pod pseudonimem „Mały”. Nie pamięta zbyt wiele sprzed wybuchu wojny, natomiast jej przebieg wyrył się w jego pamięci doskonale. 

Pan Bogdan był jedynakiem. Mama zajmowała się domem, ojciec był pracownikiem cywilnym w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie. Czy w dniach poprzedzających wojnę ludzie wiedzieli, że coś się święci? Tak. Ojciec Pana Bogdana kilka dni wcześniej został zmobilizowany. Wszyscy dookoła wiedzieli, że nie wróży to nic dobrego.

Bogdan Bartnikowski, Magda Wrana

Wydarzenia z 1 września 1939 roku o świcie

1 września już o piątej rano na Warszawę zaczęły spadać pierwsze bomby. Sytuacja była na tyle niebezpieczna, że rodzice postanowili o ucieczce pociągiem małego Bogdana razem z mamą do rodziny na Podlasiu. Nie była to łatwa podróż, ponieważ co jakiś czas musieli uciekać w okoliczne pola, z powodu nadlatujących bombowców atakujących ich pociąg. Cudem udało im się uniknąć szkód i po wielu godzinach podróży, wieczorem dotarli do celu. 

Niedługo wraz z wujem Bogdan wrócił do Warszawy. Mimo strachu z powodu śladów walk w stolicy, znaleźli ojca chłopca w domu, całego i zdrowego. Następnie dołączyła do nich matka, i tak wspólnie rozpoczęli życie w okupowanej Warszawie. Bogdan Bartnikowski wrócił do nauki w improwizowanej szkole (budynek dotychczasowej szkoły, gdzie uczęszczał, został zajęty przez Niemców). Przez kolejne lata szkoła przenosiła się wielokrotnie, a wraz z nią uczące się tam dzieci.

Bogdan Bartnikowski, Dagmara Górska, Anna Szarzyńska, Magdalena Wrana – Nuoro

Konspiracja oczami dziecka

Pan Bogdan Bartnikowski po raz pierwszy słowo konspiracja usłyszał z ust znajomych ojca w 1939 roku. Zasłyszane urywki rozmów między dorosłymi dotarły do dziecka, ale czy w tamtym momencie były właściwie zrozumiane? Samego faktu, czy ojciec Pana Bogdana był w konspiracji, nasz bohater nie pamięta. Jego mama zaś miała ośmiu braci – wszyscy byli w konspiracji. Musieli się ukrywać, wiedli ciężkie, niebezpieczne dla nich życie. 

Podczas okupacji ojciec naszego bohatera zajął się handlem. Dzięki rodzinie na Podlasiu miał okazję przywozić stamtąd różne produkty. Było to zajęcie ryzykowne, ale niezbędne, by przeżyć. Bywały dni, że wracał z pustymi rękoma, bo Niemcy po drodze zabrali mu wszystko. 

Początek Powstania Warszawskiego i obozy zagłady

Jak Pan Bogdan jako chłopiec dowiedział się o Powstaniu, które wybuchło 1 sierpnia 1944 roku? Wraz z kolegami widzieli młodych mężczyzn niosących długie przedmioty owinięte w gazety. Następnie szepty ludzi: „Widzieliście to? Powstanie będzie!” I po kilku minutach padły pierwsze strzały… Tej nocy nikt nie spał. Było niespokojnie, ale pojawiła się długo wyczekiwana nadzieja na wolność. 

Nad ranem wraz z kolegami pobiegł na drugą stronę ulicy, do uformowanego na prędce improwizowanego szpitala. Byli już pierwsi zabici i ranni, którzy potrzebowali pomocy. Pan Bogdan z innymi chłopcami i dziewczętami pomagał powstańcom. Chłopak chciał wstąpić do AK, ale odmówiono mu ze względu na wiek. Nie zraził się jednak i nadal towarzyszył powstańcom, wspierając ich, jak tylko mógł. Znosił sprzęty i broń porzucone przez uciekających Niemców. Zbierał pościel i leki potrzebne dla rannych. 

Poruszanie się po okolicy ułatwiały powybijane przejścia w piwnicach budynków. Pan Bogdan w ten sposób mógł pokonywać odległości liczące nawet 8 kamienic, bez wychodzenia na ulicę. Zaopatrywanie szpitala w niezbędne rzeczy trwało kilka dni. Mimo niebezpieczeństwa i często latających nad głowami kul – trzeba było iść, aby nieść pomoc poszkodowanym.

Bogdan Bartnikowski, Magdalena Wrana, Dagmara Górska w Nebida – Sardynia.

Pobyt w Auschwitz-Birkenau i Berlin-Blankenburg

Tak mijały kolejne dni, aż nadszedł moment, kiedy powstańcy wycofali się. Warszawska ludność została przez Niemców wypędzona z domów i pociągiem wywieziona, jak im powiedziano, do Auschwitz. W tamtym czasie mało kto kojarzył obóz z tej nazwy, ale już po przyjeździe na miejsce stało się jasne, gdzie się znaleźli. Uderzający zapach był znamienny. Wtedy zdali sobie sprawę, że to był smród z krematorium, pochodzący z palonych ciał zamordowanych więźniów. Pan Bogdan wraz z matką trafił do obozu, po czym zostali rozdzieleni: na obóz kobiecy i męski. Długo nie mieli ze sobą kontaktu. Po kilku miesiącach szczęśliwie znowu się spotkali. Pociągami wywieziono ich z grupą około 100 innych osób do Berlina. Następne mieli pracować przy odgruzowywaniu miasta. 

Powrót Pana Bogdana do zniszczonej Warszawy

Po wielu tygodniach ciężkiej pracy w Berlinie, pomiędzy nalotami, głodem i walką o przetrwanie przyszło wybawienie. Uciekający Niemcy byli sygnałem, że wojska rosyjskie są coraz bliżej. Wiosną Armia Czerwona swoim przybyciem do Berlina oznajmiła światu zwycięstwo. Pod koniec kwietnia 1945 roku Pan Bogdan z matką wrócił do Warszawy. 

Miasto było, ale jakby nie istniało. Gruzy i spalone domy przerażająco witały warszawiaków. Jak się okazało, mieszkanie rodziny Bartnikowskich ocalało, ale nie nadawało się do zamieszkania. Zatrzymali się u rodziny i rozpoczęli budowanie swojego życia na nowo.

O ojcu Pana Bogdana słuch zaginął jeszcze podczas Powstania, jego ciała nigdy nie odnaleziono. Poniósł bohaterską śmierć w walce. 

W lutym 2017 roku Stowarzyszenie Kultury Polsko-Sardyńskiej i ANMIG zaprosiły m.in. Pana Bogdana Bartnikowskiego na uroczystości upamiętniające polskie i włoskie ofiary zbrodni nazistowskich w obozach zagłady. Obok innych zaproszonych gości, Pan Bogdan opowiedział nam swoją historię, która jest prawdziwym dowodem na okrutne zbrodnie przeciwko ludzkości, jakie miały miejsce w czasach II wojny światowej.  

Może chcesz się dowiedzieć więcej?

Kawałek Ligurii na Sardynii

Kawałek Ligurii na Sardynii

Rozmowa z mieszkającą w Carloforte Agnieszką Misiewicz o języku, kulturze i historii tego niezwykłego miasteczka w południowo-zachodniej Sardynii....

czytaj dalej
Nie tylko Lech – Poznań

Nie tylko Lech – Poznań

Poznań wielu mieszkańcom Sardynii kojarzy się głównie z klubem sportowym Lech Poznań, ale odkąd uruchomiono bezpośrednie loty z Cagliari, coraz...

czytaj dalej
Polskie wigilijne smakołyki

Polskie wigilijne smakołyki

Tradycje związane z wieczerzą wigilijną należą do najbardziej charakterystycznych i najchętniej kultywowanych. Choć niektóre potrawy odchodzą dziś...

czytaj dalej